powrót na stronę główną
Ważniejsze wydarzenia z historii w anegdocie

W lutym 1981 po raz pierwszy zbiera się w Bystrzycy Klub Dyskusyjny Lewicy gdzie z partyjnym "betonem" ścierają się liberałowie od "struktur poziomych". Na jedno z posiedzeń ówczesny kierownik Działu Krajowego "Polityki" Jerzy Urban wysyła Barbarę W. Olszewską. "Nie pozwolimy nikomu przy naszym socjalistycznym zegarku majstrować" - stwierdza jedynie słusznym głosem "beton". "Ale przecież ten zegarek jest ruski" - słychać sceniczny szept Barbary Wu. W owej sali posiedzeń KMG PZPR bawią się dziś dzieci, podopieczni Złobka nr 1.

* * *

Około 1986 ktoś z nas wymacał w kiosku Ruchu oprawiony na czarno w złotych literach numer krakowskiego "Zdania". W tych ponurych czasach powiało nagle górskim powietrzem o zapachu leśnych fiołków, łyknęliśmy haust źródlanej wody. Po kilku numerach mieliśmy tu największą gęstość czytelników "Zdania" na 1 km kwadratowy. Pisałem w "Polityce ' w tekście o przeciętnym dniu polskiego rolnika:"...piątek: zabłąkana sąsiadka wpada i mówi, że mąż pijany chce na koguta; chwile potem listonosz przynosi "Zdanie"' "Tygodnik powszechny" i "Politykę", a więc dzień udany..."

* * *

Do pierwszej wizyty Kolegium Redakcyjnego "ZDANIA" w Wójtowicach szykowaliśmy się jak na wiejskie wesele. Był weekend 3-4 października 1986 r. 12 lat temu ! Co do dnia ! W zagrodzie wznieśliśmy triumfalną bramę z figurami a la Arcimboldi z kiełbas, salcesonów, boczków i szynek . Chłopcy przyjechali w trampkach ale z błyskiem w oku. Profesor Marian Stępień, Edzio Chudziński i Andrzej Urbańczyk udali się do miejscowego Liceum i wygłosili wykład o polskiej literaturze emigracyjnej. Wizytatorzy pierzchnęli i tylko Bauer z Kasprzykiem zachowali przyzwoitość i konwencjonalnie rżnęli nożem.

 

* * *

Wójtowice 87: debata z udziałem Sekretarza KC, członka Prezydium CK SD i członka Prezydium NK ZSL pod roboczym wymyślonym przez nas tytułem: "Czy Towarzysze i Koledzy mogą się trochę posunąć na ławce ?" Odpowiedź na to pytanie nie pada, ale za to my się trochę posuwamy i robimy miejsce kilku zaproszonym Solidarnościowcom. Z perspektywy lat widać, że na niewiele nam się to zdało. Nadal robimy za "pedałów, Żydów i komuchów".

* * *

Zaraz potem przesłuchujemy Tow. Andrzeja Werblana na wzgórzu pod czerwonym bukiem o zachodzie słońca na okoliczność Jego artykułu z 68 roku w "Miesięczniku Literackim". 20 lat po Marcu nie możemy się porozumieć co do powodów tej "hańby domowej", ale za to z rozdziawionymi gębami słuchamy o tym co mogą kryć radzieckie archiwa.

  

* * *

 

Jako że w ogóle jest czas próby, postanawiamy wypróbować przedwojenne zarządzenie Prezydenta o Stowarzyszeniach i się zarejestrować. Po kilku przepychankach z groźnie brzmiącym Dyrektorem Wydziału Spraw Wewnętrznych Urzędu Wojewódzkiego jesienią 88 dostajemy wpis do Rejestru zaopatrzony w pieczęć okrągłą. Zaczyna świtać po głuchej nocy, delikatnie wieje jakby zefirek, jest już zresztą po debacie Wałęsa - Miodowicz. Ale to od czasu tych przepychanek stoi w naszym statucie jak byk: "Celem Klubu Jest:

a/ skupienie lewicy intelektualnej woj. wałbrzyskiego - inteligencji, robotników i chłopów do kształtowania opinii o zjawiskach i problemach życia społeczno-gospodarczego i politycznego PRL ( S i c ! )

* * *

Na 5-lecie "Zdanie" do Kuźnicy Krakowskiej udaje się pierwsza piesza pielgrzymka z Wójtowic z feretronem i napisanym na te okoliczność felietonem. Gdy nad uroczystością wydają się już niepodzielnie panować smutni panowie w czarnych garniturach z krakowskiego KW wkraczamy na scenę z gomułą sera, kogutem i "baśka" ze śliwkowym bimbrem. Heretycki felieton robi swoje. Panowie się zmywają, Horodyński tańczy z Dorotą, Kozakiewicz opowiada dowcipy o prezerwatywach, my zaś odsprzedajemy Lisowskiemu przepis na Passovera.

* * *

"Zdanie" fetuje 10-lecie Komornickich na ich wójtowickim wzgórzu. Powiem super skromnie: Rada Narodowa przywozi i umocowuje koło stodoły 268-kg kotwicę, żeby nie przyszła nam ochota uciekać, Lisowski Jerzy uruchamia swe tantiemy w Banque de Paris i sprowadza 144 Belony 000 (w specjalnej skrzynce, frachtem Air France, przekładane morszczynem), ś.p. Kular Józef przypina mi blachę, daje buzi, wręcza goździk, młodzież recytuje wiersze , na skałę wdrapuje się niedźwiedź a wypchane ptactwo wije swe gniazda. Oko opatrzności mruga przyjaźnie.

* * *

Po śmierci Szeligi fundujemy - jeszcze przed "Polityką" - nagrodę Jego imienia. Obrady jury są filmowane na video (kaseta do wglądu !) Znany ekonomista A. Urbańczyk studzi zapały młodego Jerzego Baczyńskiego, który świata nie widzi poza "Ustawa o przedsiębiorstwie państwowym", z wszystkich dworuje sobie dziecię Miltona Friedmana czyli JKM ( a kto to, koteczku ?). Kopertówy otrzymują ex aequo znany dziś dziennikarz prof. Wacław Wilczyński i nie udany menago telewizyjny Tomasz Jeziorański. 10 lat później nagrodę otrzyma AKW, zamiast kopertowy będzie to jednak obraz Zasłużonego Artysty Ludowego Bystrzyckiej SSR.

* * *

"Nasz pierwszy grant..." (na melodie Kaliny Jędrusik) - powoli i ociężale rusza lokomotywa czyli uczymy się pisanie wniosków grantowych. Nasz nauczyciel, a potem Ojciec i Matka czyli FRDL przyznaje nam pieniadze na debatę: "Uczestnictwo w życiu publicznym ". Do małych Wójtowic przyjeżdżają: Henryka Bochniarz, Barbara Labuda, Andrzej Bratkowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Urbańczyk. Zachwycona publiczność woła: "Autor! Autor!.. " Komorniccy nie mogą się na scenę dopchać. Wrogowie patrzą na pracujące tłoki naszych lokomotyw i zza kotary ssssyczą: "wot, żelezo jebiot żelezo..."

* * *

Postanawiamy wyjść z lewicowego salonu na dobre i na stale. I siadamy od razy na "lwa srogiego" organizując "EKO - Dni" ( specjalny numer "Zdania" do wglądu), które robią w naszej historii za klasyka 6 miesięcy społecznikowskiej roboty w wykonaniu dziesiątek wolontariuszy, konkursy EURO- i EKO- dla kilku tysięcy uczniów, EKO - marsz z maszkaronami , który ze względu na ulewę zamienia się w EKO - akademię z maszkaronami, Człowiek - Polucja przykuty do bystrzyckiego pręgierza, setki dzieci polskich i czeskich opanowują mostek w Mostowicach i sadzą lipy i świerki,a Prezydia Komisji ds. Ochrony Środowiska Parlamentu czeskiego i Sejmu bija brawa.

* * *

Są banki spermy, jest urocza Dolly, która może rywalizować z niegdysiejszą Beatrycze (tak się zwała pierwsza przewodniczka naszego owczego stada), będziemy niedługo klonować piłkarskie teamy z 11 Ronaldo / Rinaldo, a kto stworzył nowa rasę polskiego chłopa, chłopa-hotelarza ? My, Stowarzyszenie "Zdanie" ! To co zrobiliśmy w agroturystyce należy do naszych największych sukcesów. Przestawiliśmy mu wajchę w głowie, zabraliśmy do Austrii na "Apfelstrudel und Calvados Weg", wysłaliśmy Go na remont zębów by nie wyglądał jak z filmu Lanzmanna , nauczyliśmy krochmalić pościel , obrusy i oto nasz polski hreczkosiej prowadzi pensjonat. W którym i Ty chciałbyś chwilę pomieszkać !

* * *

Do klasyki - nie tylko wójtowickiej - publicystyki politycznej przechodzą "les escarmouches" między Lityńskim a Cimoszewiczem oraz tekst "Rudego" czyli Burmistrza J. Rutkiewicza o ksobnym i odsiebnym podejściu do tematu. Tematem zaś sesji honorującej dwie kolejne rocznice jest pytanie: "czy przyjaźń i lojalność są możliwe w polityce ? " Robi ono furorę bo zjeżdża się większość dotychczasowych gości "Zdania". Nad zebranymi transparent z myślą Karola Modzelewskiego: "Przyjaźń? Lojalność? Możliwe, ale przeszkadzają - wiec niepotrzebne !"

W czasie happeningu sołtys Wójtowic Ptak Bolesław wręcza tytuły "HONOROWEGO OBYWATELA".

* * *

We wczesnym stadium naszej działalności pojawiła się "Polityka". Kiedyś napisaliśmy, że my wszyscy z Niej. Potem dołączył "Die Zeit" czyli ni mniej nie więcej Marion Donhof i Helmut Schmidt - wszystko dzięki Adamowi Krzemińskiemu. Najechał nas ciepły i mądry dr Dieter Buhl, i stąd wziął się nasz wielki pomysł na "Szkolę trzech Cesarzy". Dostaliśmy grant od Batorego Stefana na opracowanie koncepcji szkoły wiejskiej A.D. 2001, która za niemieckie pieniądze stanie w Wilkanowie, zaś ubrdaliśmy sobie, ze otwierać ją będą Herzog, Havel i Kwaśniewski.

 

* * *

 

Wydarzeniem jest dla nas również znajomość i przyjaźń z Michałem Kottem. Jak przeczytał pierwszy "zdaniowy" wniosek o grant brutalnie zwalił nam sufit na głowę. Wściekli, szukając na niego materiałów "kompro" przeczytaliśmy na nowo wszystkie dzieła Kotta Seniora. Ba, zaczęliśmy szukać pokolenie wyżej ( Ojciec Rydzyk uczył dzieci swoje...) i wymacaliśmy Hugo Steinhausa. Skończyło się to prosto i szlachetnie, jak Szczerbiec: Umiemy pisać wnioski grantowe, młodzi dziennikarze w bystrzyckim Liceum zaczęli wydawać "Akademię Pana Kotta", zaś za chwile rozpocznie się seria konkursów "Rozkosze Łamania Głowy" im. H. Steinhausa.

* * *

2 lata później tytuł Honorowego Obywatela Wójtowic otrzymują JOHN and MARY czyli podatnicy amerykańscy , a także Daniel Fried - Ambasador USA w Warszawie i będący przejazdem Prezes USAID. A wszystko za to, ze umożliwili nam zbudowanie fundamentów pod nasz Fundusz Lokalny Masywu Śnieżnika. Wśród nadanych praw zapisaliśmy ostrożnie ale i proroczo:"nieodpłatna praca w winnicy Zdania".

* * *

Wydarzeniem na miarę Rewolucji Francuskiej jest w naszej historii wizyta obu Bratkowskich i Jerzego Szperkowicza z okazji seminarium o problemie niezależności prasy lokalnej. Bratkowscy sobie, ale co ważniejsze Szperkowicz też sobie. Opowiada on bowiem o swej winnicy i szlachetnej sztuce oprawy winorośli. To make the long story short: dziś w Wójtowicach "Zdanie" posiada winnice o biblijnej nazwie "U Abrahama", wokół sprawy zorganizował się prawdziwy ruch społeczny, "Gazeta Wyborcza" pisze o Bełcie Sudeckim, stworzona przez nas Federacja na rzecz Odnowy Zapomnianych Winnic istnieje w 4 krajach, zaś gnomy brukselskie właśnie dały nam grant na wcielanie tego zwariowanego pomysłu.

* * *

Od małego wprawialiśmy się w organizowanie bali dobroczynnych nie podejrzewając nawet jak umiejętność ta przyda się w zbieraniu pieniędzy na Fundusz Lokalny i "popowodziowe dzieci". Marzy nam się przedsięwzięcie "1000 zł za talerz" i przyniesie ono z pewnoscią więcej niż ostatni bal "stalinowski" u Pani Heni, gdzie w halach fabrycznych podano salceson i mortadele, wódę grzano w prawdziwych musztardówach, w loży siedzieli artyści Cyrku Trumanillo, zaś kącik 1968 zajęło kierownictwo "Zdania" bawiąc się pod napisem "Syjoniści do Siamu".

 

* * *

Czas i życie przyniosą następne historyjki. Będziecie mogl;i, mili Państwo, przeczytać je na tych łamach.

powrót na stronę główną